



    
|
Artykuł z "Gazeta" 21.10.2009
Kościół ponad podziałami
Zgodnie z zapowiedzią w ubiegłą niedzielę miały miejsce uroczystości rocznicowe w Polskim Narodowym Kościele Katolickim (PNKK) w Hamilton. Dwie główne okazje – 25-lecie kapłaństwa biskupa Sylwestra Bigaja i 60-lecie parafii Świętej Trójcy uzupełniła jeszcze trzecia - 16-lecie pełnienia funkcji Pierwszego Biskupa PNKK w Płn. Ameryce przez ks. polskiego pochodzenia Roberta Nemkowicza. Podobnie jak inne uroczystości tej parafii ta również miała swoją atmosferę kształtowaną głównie klimatem panującym w małych społecznościach. Można ją nazwać rodzinną, a przy tym na pewno nie ograniczającą swego dobrego oddziaływania wyłącznie do zamkniętego kręgu zrzeszonych członków. W tym środowisku czuli się bardzo dobrze wszyscy uczestnicy uroczystości, bez względu na ich kościelną przynależność, stanowiąc przez kilka godzin jedną owczarnię. Nie było „my i oni” nie było owiec i wilków, lecz właśnie jedna owczarnia, uznająca jednego, wspólnego pasterza, jakim dla wszystkich chrześcijan jest Jezus Chrystus.
O rocznicach pamiętali nie tylko parafianie, ale także politycy kanadyjscy, przysyłający swoje życzenia z tych okazji. Wzięli w nich udział także działacze kilku polonijnych organizacji hamiltońskich. W uroczystej mszy uczestniczył Chór Symfonia z Hamilton, uświetniający później rocznicowy bankiet. Były okolicznościowe mowy, toasty, śpiewy i długie Polaków rozmowy, przy których zapomniano o tortach, wniesionych dosłownie na pożegnanie uczestników.
Uczestnicząc kolejny raz w imprezie organizowanej przez Kościół Narodowy, kolejny też raz myślałem o jego historii, a w szczególności o tzw. kamieniach milowych, jakimi była budowa w ostatnich latach XIX stulecia przez polskich imigrantów w Scranton w Pensylwanii polskiej świątyni i zainstalowanie w niej polskiego proboszcza, obłożenie jego i tychże parafian klątwą przez ówczesnego biskupa tamtejszej diecezji (biskup O'Hara) zdjętą dopiero przez papieża Jana Pawła II, uznanie przez Kościół Rzymskokatolicki (KR) sakramentów świętych udzielanych przez Narodowy, kontynuacja trudnych rozmów „narodowców” z „katolikami rzymskimi”, przy których trudną kwestią jest między innymi, a może głównie zniesienie celibatu przez PNKK.
Myśląc o tym wszystkim w czasie imprezy jednocześnie przyglądałem się tej w sposób całkowicie naturalny wymieszanej, raptem powstałej, można rzec okolicznościowej społeczności katolickiej. Dla niej naprawdę nie istniał jakikolwiek podział. Bractwo siadało tam, gdzie było wolne miejsce i rozmawiało bez jakichkolwiek hamulców, używając – jak to często w polonijnych dwu- lub trzypokoleniowych grupach bywa – dwóch, a nawet trzech języków, z dominacją chyba tego trzeciego, czyli polenglich. To właśnie, tę wspólnotę stworzył tego wieczoru Polski Narodowy Kościół Katolicki z jego hierarchą biskupem Bigajem na czele.
Jeszcze nie zdążyłem poukładać w artykuł i spuentować rocznicowych uroczystości i moich dobrych wrażeń opinią o właściwym kroku stawianym w dobrym kierunku, gdy robiąc codzienny przegląd polskiej prasy na Internecie znalazłem wiadomość o postanowieniu obecnego papieża Benedykta XVI zamierzającego przyłączyć do Kościoła Rzymskokatolickiego Kościół Anglikański, wzmacniając ten ostatni. Jeśli faktycznie Papież podejmie taką decyzję, będzie to musiał uczynić – jak to się mówi – przyjmując całe dobrodziejstwo inwentarza, czyli uznając brak celibatu anglikanów. Sądzić należy, że ten krok połączeniowy niebawem przyniesie duże, może wręcz rewolucyjne zmiany w całym KR. Wykluczyć nie można, że tak, jak kiedyś został wprowadzony celibat, tak wkrótce przestanie on być kanonem, a stanie się aktem zupełnie dobrowolnym. I pomyśleć, że ponad 100 lat temu celibat zniósł Polski Narodowy Kościół Katolicki, który katolicki biskup O'Hara obłożył anatemą.
A wracając do uroczystości rocznicowych PNKK w Hamilton muszę przyznać, że z przyjemnością patrzyłem na całą rodzinę Bigajów i rozmawiałem o ich jakże typowych dla nas wszystkich problemach dzisiejszych czasów, dotykających ją dokładnie tak samo, jak tysiące innych Kanadyjczyków, z którymi muszą sobie dokładnie tak samo radzić, jak reszta kanadyjskiego społeczeństwa.
Janusz Szajna
Artykuł z "Gazeta"18.12.2009
Opłatek u narodowców
Niedawno, po uroczystości jubileuszowej w Polskim Narodowym Kościele Katolickim i późniejszym obiedzie, napisałem, że wśród wiernych tego Kościoła można faktycznie czuć się, jak w rodzinie. I nie jest to na pewno związane z wielkością parafii, daleką od większości polonijnych Kościoła rzymskokatolickiego. Chyba największe znaczenie ma w tym temacie fakt braku celibatu, a więc istnienie możliwości tworzenia przez kapłanów własnych, całkowicie legalnych rodzin i naturalnego wytwarzania się oraz wzajemnego przenikania rodzinnej atmosfery. Przecież tak, jak rodzina jest najmniejszą komórką społeczną każdego społeczeństwa, tak w Kościele (narodowym) jest taką jego częścią. Z wszystkimi typowymi kłopotami, sukcesami, radościami i smutkami, przeżywanymi i rozwiązywanymi wspólnymi siłami, jeśli tylko zachodzi taka potrzeba lub życzenie, czy prośba. Kościół sam w sobie nie jest tu jakimś fenomenem, jak sądzę. Nie jest nim też ani biskup, ani kapłani.
Prawdopodobnie tajemnica rodzinnego ciepła tkwi więc właśnie w autentycznym zrozumieniu przez duszpasterzy codzienności świeckich rodzin, od których różnią się – używając świeckiego pojęcia – jedynie zawodem.
Dwa kolejne niedzielne popołudnia miałem przyjemność skorzystania z zaproszenia na Opłatek organizowany przez „narodowców”. Pierwszy miał miejsce w znanym mi kościele Św. Trójcy w Hamiltonie, a drugi w katedrze pod wezwaniem Jana Chrzciciela w Toronto. Obie imprezy miały podobną, właśnie rodzinną atmosferę. No i oczywiście typowo Polską.
Miłą niespodziankę w katedrze (zarówno w czasie mszy, jak i Opłatka) sprawiła mi, i zapewne innym gościom, pani będąca organistką w tym kościele. Jest ona Filipinką z pochodzenia, śpiewającą bardzo ładnie po polsku. I to nie tylko w zakresie naprawdę wspaniałego głosu, ale również znajomości polskiego języka.
Obydwie Msze „opłatkowe” celebrował biskup Sylwester Bigaj. W Hamiltonie towarzyszył mu ks. Tadeusz Czeleń, a w Toronto ks. Zbigniew Kozar.
Janusz Szajna
|